Sama...XIII
Drugi dzien stal sie nagle od poludnia moim normalnym dniem zwariowanych zdarzen.
Maria otrzymala nagle telefon przed poludniem i wyjasnila,ze musi wyjsc,na szybko wyciagnela co mam podgrzac dzieciom,jaka salatka dla nich,gdy wroca i ze kupi cos swiezego dla nich na obiad...Oczywiscie migowo slowny jezyk i pomoc slowniczka.
Mam isc sama po malego do przedszkola,rano jeszcze ze mna byla.Przyjedzie juz ze starszym.No coz w koncu to kiedys mialo nastapic,ze bede sie domem zajmowac ja sama,ale nie sadzilam,ze tak predko.Czas oczywiscie zlecial mi szybko,zanim sie uporalam z lozkami.Dobrze,ze poznalam ten styl scielenia lozek na kampo,bo inaczej w zyciu bym do tego nie doszla.Przescieradlo+jakby drugie przescieradlo,ale duzo piekniejsze oddzielajace w tym wypadku koc od spiacego,na tym narzuta,odpowiednio zlozone poduszki.Do tego moim zdaniem trzeba studiow i to najwyzszych,kto wymyslil tego typu dzielo? Pranie,sprzatanie calosci domu,oczywiscie raz w tygodniu pranie poscieli z sypialni ich,a pozniej z dzieci dwoch lozek.Lozka dzieci identycznie scielone jak doroslych,ale niewygoda. Raz w tygodniu gruntowne sprzatanie jednego z pomieszczen po kolei.Lazienka normalne kazdego dnia,zrozumiale.To wszystko mi przetlumaczyla Anna z samego rana przez telefon. Maria zniknela ,a ja zostalam sama z calym tym rozgardiaszem.Jakos musze sobie dac rade,pierwszy raz zajmuje sie normalnie domem,chociaz nie moim,ale jakby, w sumie odpowiedzialnosc wielka wg. mnie.Dzieci-w zyciu takimi dziecmi sie nie zajmowalam,ale coz do wszystkiego idzie sie przyzwyczaic.Przyprowadzilam malego,nawet byl szczesliwy,cos mi opowiadal wielce,z czego malo co zrozumialam.Moze kiedys sie tego naucze,chociaz pojedyncze slowa dosc wpadaja w ucho.
Po wejsciu do domu telefon.Dobrze,ze maly rozgarniety,on go odebral,bo fakt co powiem przez telefon?Mowi,ze to mama,jedzie po starszego i za chwile bede.Dobrze,co mam zrobic,trzeba przygotowac ten obiad jak tu nazywaja,podgrzewanie jedzenia i jak przyjda beda miec gotowe.Maly oczywiscie od razu na taras do zabawy.
Jakos zlecial i ten dzien,trzeba sie powoli przyzwyczaic i do tego trybu zycia.Choc wieczorem znow gwiazdy w okno swieca i myslenie jak to bedzie dalej,co jeszcze nowego mnie czeka. Mam w pokoju telewizor,wiec staram sie jeszce wsluchac w slowa jak mowia bo co mowia,to za duzo jeszcze dla mnie.Mam ksiazke do nauki,rozmowki,zagladam do nich co chwile,w kazdej wolnej chwili,ktorych dosc malo przy takim domu.Maria wygladala dzis na zadowolona z przebiegu dnia.Cos dlugo tlumaczyla mezowi czesto powtarzajac moje imie.Szkoda,ze nie znam jezyka,bo bym wiedziala,a tak to musze sie domyslac.
Chlopcy dosc dobrze mnie traktuja,wiec tlumacza dlugo co mi chca powiedziec,pokazuja na rzeczy,powtarzaja slowa.Bawi ich jak wypowiadam,wiec dla nich zabawa,a dla mnie nauka.
Sama w obcym swiecie,wsrod ludzi,ktorzy w miare zyczliwie mnie przyjeli do pracy,czy napewno dam rade?...musze!!!






















