Nowy dom...
Po powrocie do Madrytu ciag dalszy potoczyl sie nadspodziewanie szybko...
Wrocilysmy do Eduarda tylko po moje rzeczy,ktore w tym czasie tam zostaly i Anna zawiozla mnie do domu Mari.Teraz powoli na spokojnie mam obejrzec sobie wszystko,jest niedziela popoludnie,a od poniedzialku Maria mi pokaze jak wygladaja dni.Jest zadowolona,ze mnie poznala na campo,tym sposobem nie jestesmy sobie obce.
Mam maly pokoik przy kuchni,obok moja lazienka tez skromna.Z kuchni prowadza drzwi na korytarzyk do drzwi wyjsciowych i drugie do salonu.Chlopcy oczywiscie maja swoj pokoj,ktory natychmiast musze obejrzec.Jest tak jak mowila Anna skromnie,ale bardzo ladnie.Oczywiscie w toku wszystko bedzie dogrywane.
Pierwsza noc w nowym domu,gdzie mam spedzic troche czasu,jak to bedzie? Przez okno widac gwiazdy.Jakze maly czlowiek w tym wszechswiecie,mysli kraza znow nad zyciem,dziwnie sie toczy los..
Rano pobudka o 7ej dla mnie,Maria juz tez wstaje by mi pokazac,ze mam przygotowac sok z pomaranczy naturalny dla jej meza i dla niej.On wypija tylko sok,chwile siedzi w salonie az dzieci wstana by go pozegnac i znika do pracy.Teraz kolej na dzieci,trzeba im dac tosty z czekolada,kakao i ubrac.Sa niewyspane,a jak moga byc wyspane jak slyszalam je okolo 12ej w ruchu,przeciez to dzieci. Jakos sie daja ubrac,Maria tez przygotowana by odwiesc starszego do szkoly,ja mam w tym czasie przygotowac mlodszego i czekac na nia jak wroci by podejsc do pobliskiego przedszkola.Idziemy razem,tam mnie przedstawia,ze to ja bede przychodzic z jej synem i odbierac go.
Tak ma byc 4 godz.w przedszkolu,a w tym czasie mam posprzatac mieszkanie i przygotowac obiad,co dzis robi ona,ale mi wszystko przygotuje wiec bedzie tylko odgrzanie obiadu.Jezyk slowno migowy,a od czasu do czasu szukanie slowka w slowniczku,ktory mam ze soba.Ale jakos dajemy sobie rade.
Czas mija szybko trzeba juz isc po malego,wiec idziemy razem bym zapamietala droge,chociaz jest to dwa bloki obok...Pozniej ona jedzie po drugiego syna w dosc odlegle miejsce.Gdy wracaja podaje obiad.Gdzies okolo 15 pojawia sie jej maz,wiec teraz obiad dla nich.Dzieci zjadly w kuchni,a oni obydwoje w salonie.Wydaje mi sie calkiem normalne,natomiast chlopcy bawia sie przy salonie na tarasie,ja w tym czasie czekam az skoncza by posprzatac,a po obiedzie robia sobie sjeste.Odpoczynek do 17 mniej wiecej,pozniej on znow wychodzi do pracy,a ona dzis z dziecmi.Ja mam troche prasowania,wiec sie zabieram-z usmiechem na twarzy,bo jest to jedna z rzeczy,ktorych nie lubilam nigdy robic,czego sie nie robi dla pieniedzy,chociaz inaczej juz patrze na to wszystko...O 20:00 kapiel dzieci i kolacja dla nich,szybko mija pierwszy dzien.Chociaz dzieci i tak czekaja az wroci ojciec gdzies okolo 21:30,dobranoc i dzieci spac,a teraz kolacja dla doroslych. Szybko zjadaja,zebym dlugo nie czekala na talerze,a co zostanie sama przyniesie do kuchni,Maria wysyla mnie spac. Coz dzieci sobie zazyczyly bym z nimi jadla kolacje,wiec nic innego jak prysznic i lozko.Jutro juz drugi dzien,moze jakos ten rok zleci do powrotu do domu...(jakze sie myle myslac to).






















