Anna jest bardzo energiczna osoba. Z samego rana podjechalysmy pod mieszkanie Starszej Pani,skad razem z nia mialysmy sie udac do domu na wsi,jak mi zdazyla powiedziec Anna,nazywaja to" kampo"...Nowe slowo,jak zaczne po slowie sie uczyc moze cos z tego bedzie.
Przywitala nas bardzo energiczna,mila starsza pani.Anna przedstawia mnie jako swoja znajoma z Polski ,a jeszcze pare godzin temu nie wiedzialam o jej istnieniu-ucze sie szybko zycia.Dobry Bog nadal czuwa nade mna, stawiajac mi tych ludzi na drodze.
Wszystko juz przygotowane,jedziemy w trojke samochodem terenowym,ktory prowadzi syn Seniory.Mamy przed soba pol dnia jazdy.Znow podroz,chociaz tym razem z hiszpanami,Anna i w nieznane....
Wyjazd z Madrytu okazuje sie koszmarem,prawie wszyscy uciekaja z tego miasta,gdy tylko maja mozliwosc,a te wolne dni to raj by uciec od cywilizacji.My jedziemy wczesniej by wszystko przygotowac,a reszta dojedzie wieczorem.To wszystko tlumaczy Anna.Bedziemy jechac w kierunku Ciudad Real,wiec troche Hiszpani zobaczymy. Ona juz jedzie tam ktorys raz z rzedu,wiec dla niej to nie nowina.
Nieraz przejezdzamy obok wiosek,gdzie budynki niezbyt wysokie,najczesciej biale,
Zupelnie odmienne od naszych polskich.
Zupelnie nic mi nie mowia nazwy Parla,Toledo,Ciudad Real.Natomiast po drodze zwracam uwage na niesamowite wiatraki-mlyny,wprost przyciagaja jakas tajemniczoscia,robia wrazenie ogromnych-La Mancha-tak to co innego juz kojarze to tu Cervantes tworzyl Don Kichota....
Okazuje sie ze nie jedziemy trasa co zwykle przejezdzano-syn starszej Pani ma tutaj cos do zalatwienia,dlatego te piekne widoki-to tlumaczy mi Anna. Dla mnie wspaniale znow widze swiat z lepszej strony.
Gdy mijamy Ciudad Real wjezdzamy w gory prawie puste polacie ziemi,choc glebiej widac lasy ,gdzieniegdzie budynki,ale bardzo daleko od drogi.Na samych szczytach wygladaja jak pudelka zapalek lub klocki dziecece.Znow sceneria filmowa,gdy przejezdzamy przez brame z napisem,stojaca w pustym polu,ale widze ze wjezdzamy, caly czas jakby pod gore.Po kilku kilometrach nastepna brama,a na drzewie troche juz sprochnialym kierunkowskaz na parkinng w plenerze z napisem:coches-auta.(moje tlumaczenie)
Budynek,ktory nagle pojawil mi sie przed oczami robi przyjemne wrazenie. Rozciagniety na szczycie gory, parterowy, bialy.Przed budynkiem w piaskownicy bawi sie mala dziewczynka,a obok dziewczyna,ktora poznalam u Eduarda,a ktora pracuje u jednej z siostr Seniora,gdzie niby ja mam pracowac,to na szybko znow tlumaczy Anna.
Zblizamy sie do budynku,gdy mamy juz wejsc zwracam uwage na widok jaki sie rozciaga za budynkiem,staje oniemiala. Wysokosc na jakiej sie znajdujemy dopiero tutaj jest widoczna,widac odlegle pagorki,jakby troche w dole,ale bardzo oddalone,
Na pobliskich widoczne domy moze podobne jak ten,do ktorego mam wejsc,ale kazdy tak maly z tej odleglosci. Widok tych gor i lasow,przestrzen naokolo jest tak piekne,ze nie moge oderwac wzroku.
Odciaga mnie od tego Anna, mowiac, ze to jeszcze nie ten widok co ma mnie zachwycic,ale teraz musimy popracowac, a gdy zacznie sie sciemniac pokaze mi miejsce,ktore pozwala jej samej przetrzymac niezawsze mile jednak chwile na tej obcej ziemi. Nowa wiadomosc,zaczyna sie znow nowe zycie....






















