Jasna Adrenalin 2009
Zawody freeridowe odbywające się corocznie od 2003 roku w Słowackim Chopoku, W tym roku zawody nabrały nowego wymiaru gdyż są podpięte jako kwalifikacje do world freeride tour http://www.freerideworldtour.com/en/ najbardziej prestiżowej imprezy freeridowej na świecie. Zawody przebiegały w światowym standardzie pod okiem sędziów z World Freeride Tour.
(zobacz więcej zdjęć w GALERIA MARCINA /SNOWSENSE.PL)
Aby wziąć udział w zawodach trzeba było wpisać się na listę kilka tygodni przed zawodami. Wcześniejsze starty w zawodach, punkty w WFT miały znaczenie przy wyborze zawodników - było ciasno, a lista rezerwowa dość pokaźna, jak się później okazało przy rozdaniu numerów przy odrobinie kreatywności i szczęścia kilku osobom udało się wskoczyć na listę riderów.
Śnieg dopisał aż nad to, choć jego konsystencja koło południa zmieniała się w mokry sorbet, aby w nocy zamarznąć na beton. Czwarty stopień zagrożenia lawinowego wymusił na organizatorach odstrzelenie potężnej lawiny, po której powstał 2 metrowy obryw śniegu, który można było traktować jako naturalny drop, lawina w dolnych partiach zabrała wszystko po czym można zjechać.
Sam teren na którym odbywały się zawody nie był technicznie trudny, jedyna trudność polegała w wyborze lini zjazdu których było kilkanaście, i w każdym przypadku konsystencja śniegu była inna, teren był otwarty z licznymi dropami do pokonania.
Kwalifikacje odbyły się zgodnie z założonym planem, wszystko przebiegało jak należy i mimo złej pogody udało się ukończyć konkurencje, uplasowałem się na miejscu 5, raczej nie przypalałem się do jazdy, oglądałem spokojnie zawodników, ich linie zjazdu, tricki oraz dropy aby podjąć decyzję i dać z siebie wszystko w finałach.
Finały odbyły się o godzinie 10.00 dnia następnego. Stałem na starcie z żołądkiem wciśniętym w gardło i po nie przespanej integracyjnej nocy, do tego śnieg zmarznięty po nocy jak blacha, przyczyniło się to do wyboru lini która była może mniej ambitna ale eksponowana przez mocne słońce, gdzie śnieg był bardziej miękki. Ci bardziej wystraszeni czepiali się złych warunków śniegowych, jednak każdy ma równe szanse i to niezależnie czy jest puch czy twardo - wygrywa najlepszy.
Największą konkurencją dla mnie byli zawodnicy z Zachodniej Europy, Hollsten Niklas FIN oraz, Bullet Raphael FRA.Wybierali trudne linie z licznymi dropami do pokonania, jednak w większośći przypadków kończyły się one upadkami. Patrząc okiem widza dało się zauważyć że były to przejazdy przekombinowane, duzą ilośćia skrętów, przez co może i zjazd był ciekawy ale za mało dynamiczny. Mój przejazd to trzy dropy z stylowymi grabami oraz jeden olbrzymi na kilkanaście metrów, gdzie skupiłem się na locie i samym lądowaniu. Zaliczyłem lekką podpórkę, ale nie tracą prędkości popędziłem przez lawinisko w stronę mety. Moim atutem jest prędkość, wykonałem 4 skręty w całej lini, gdzie inni wykonywali ich ok. 20. Było szybko i dynamicznie co pozwoliło dopiąć swego i po raz drugi stanąć na podium w Jasna Adrenalin 2009. A....nagrodą 600euro oraz punkty w WorldFreeridTour. Ewidentnie pojawia się nowy trend w sędziowaniu co widać w innych zawodach, oraz potwierdziło się w Jasnej. W wygranej zadecydowała prędkość oraz agresywność jazdy oraz szybkie i pewne loty ze skał. Wykonywane tricki oraz wysokość dropów mają mniejsze znaczenie.
Muszę pochwalić organizatorów, w tym roku było prefekt, nastąpił wielki progres organizacyjny, zawody nie odbiegały od innych przystanków World Freeride Qualification, mimo ciężkich warunków śniegowych każdy chodził z wielkim uśmiechem na twarzy.
Porównując Słowacje do innego przystanku, w Szwajcarskim Nendaz mogę powiedzieć tyle: Wiele się jeszcze wydarzy w organizacji tych zawodów. Szwajcaria zaskoczyła mnnie perfekcją: Kraj słynący z pysznej czekolady, szwajcarskich zegarków oraz najładniejszej części Alp, gdzie istnieją wspaniałe warunki do uprawiania freeridu. Szwajcaria jest też miejscem gdzie odbywają się dwa największe wydarzenia freeridowe, przystanek WFT w Verbier oraz 3 edycjaWFQ w Nendaz, miałem okazję startować w Nendaz i przyjrzeć się jak to jest zorganizowane, wygląda to jak na ekranie TVn w programie mam talent, wszystko błyszczy, strzela i się świeci, publiczność szaleje z radości a pomiędzy kolejnymi startami zawodników przerwy reklamowe. Finały filmowane są z dwóch helikopterów latających nad głowami zawodników i ubezpieczone kolejnymi dwoma ratunkowymi. Z samego szczytu co 5 minut puszczany był kolejny zawodnik. Wygrał bezkonkurencyjny Austryjak Flo Orley, latał jak rakieta i nie straszne mu były 20 metrowe klify.
Dla mnie Szwajcaria była trochę pechowa, gdyż chorowałem i skończyło się antybiotykami przed zawodami, tak więc startowałem całkowicie wypompowany. Kwalifikacje rozegrały się 14 marca w pięknej pogodzie ze szczytu Plan-du-Fou 2430 m n.p.m. Do przejazdu zorganizowane były dwie trasy południowa oraz północna, kolejność nie miała znaczenia, natomiast znaczenie miał śnieg, który diametralnie różnił się na trasach. Trasa południowa bo właśnie od niej zacząłem była bajecznie prosta z kilkoma skałami oraz puszystym śniegiem , którego wystarczyło dla wszystkich. W dupę dostałem na tej zacienionej, długiej, trudnej technicznie z wymiecionym śniegiem przez narciarzy, krajobraz wyglądał pesymistycznie. Zaliczyłem długi mutegrab z budynku kolejki linowej, kilka skał, długi trawers po muldach w lewą stronę oraz miły freeride między sosnami nad głowami sędziów. Po przejechaniu lini mety wpadłem w jakąś kulę ze śniegu obijając żebra. Pamiętam że to był mój najbardziej męczący zjazd w życiu, dyszałem z pół godziny. Niestety do finałów zabrakło mi 2 miejsc. Dnia następnego siedziałem w słońcu, na przeciwstoku góry bez nazwy, z dziewiczym puszystym śniegiem. Raczyłem się piwem i ze spokojem oglądałem to co lubię najbardziej.
Gdy opuszczałem Nendaz otrzymałem smsa z podziękowaniami za przybycie na zawody co było miłym zakończeniem wyprawy.
Trochę jednak szkoda że to wszystko jest takie poukładane, przewidywalne. Nie wyobrażam sobie co by jeszcze mogło się zmienić w organizacji na lepsze. Elementu zaskoczenia tam już nie znajdę, widziałem w Szwajcarii już wszystko. Mimo iż wyrobiłem sobie zdanie że to nie Francja a właśnie Szwajcaria jest dla mnie numer jeden pod względem moich upodobań na zawody w nowym sezonie wybiorę inne miejsca.
Jasna Adrenalin 2009 to taki nieokrzesany i nieprzewidywalny dzikus, który na pewno Nas jeszcze zaskoczy.
Marcin Kozieński




























